*Marc*
O co chodzi Katherinie? Po odsłuchaniu jej wiadomości wszedłem na jedną z plotkarskich stron i się dowiedziałem. Kath musiała zobaczyć jedno ze starych zdjęć. Zrobiono mi je jak chodziłem z Rafaellą. Muszę jej to wyjaśnić. Od razu wsiadłem do mojego audi i odjechałem. Gdy dojechałem do mieszkania dziewczyny, wciąż świeciło się światło, czyli jeszcze nie spała. Zapukałem do drzwi.Czekałem dość długo. Po jakiś 10 minutach otworzyła przyjaciółka Katheriny.
-Czego tutaj chcesz? Ona nie chce Cię widzieć!-syknęła Isabelle.
-Wiem, ale muszę to wyjaśnić!-krzyknąłem-To stare zdjęcie!
-Jak to stare?
-Sprzed 3 lat. Nie zdradziłem jej.
-Dostała maila. Z tym zdjęciem. Kto mógł je wysłać?
-Myślę, że Rafaella. Mogę wejść? Wszystko Ci wytłumaczę
-Ok-wpuściła mnie do środka.
*Kath*
Zeszłam na dół po kilku godzinach użalania się nad sobą. Gdy wchodziłam do salonu, usłyszałam jego głos:
-Rafaella była moją dziewczyną zanim poznałem Melissę i Kath. 3 lata temu zerwałem z nią, bo była zbyt zaborcza. Teraz się mści. Gdy chodziłem z Melissą też jej wysyłała zdjęcia. Przestała, gdy kazałem jej spieprzać, ale znów zaczęła. Katherina mi nie wierzy, Ja jej nigdy bym nie skrzywdził-w głosie chłopaka słychać było rozpacz.
Coś kazało mi tam wejść. Weszłam i skierowałam swoje kroki w stronę Bartry. Wsunęłam się w ramiona, które należą do człowieka, którego bardzo kocham. Objął mnie mocno.
-Jak mogłaś pomyśleć, że po tak wspaniałej nocy zostawiłbym Cię jak nic niewartą szmatę? Kocham Cię i nie zdradziłbym Ciebie nawet, jeśli by mi płacono!
-Byłam głupia, uwierzyłam durnemu mailowi, zamiast ufać tobie. Ja też Cię kocham!
Spędziłam z Marciem cały wieczór. Isabelle postanowiła pójść na spacer.
*Rafaella*
Obserwowałam dom tej nowej laski mojego Marca. Widziałam jak od niej wychodzi. Coś zakłuło mnie w serce, jak zobaczyłam jego uśmiech. Nagle zadzwonił telefon piłkarza. Odebrał. Spoważniał i już się tak nie uśmiechał. Pokiwał głową i wsiadł do samochodu. Odjechał spod domu Navarro. Postanowiłam za nim jechać. Po godzinie jazdy dojechaliśmy do jakiegoś opuszczonego budynku na obrzeżach miasta. Wszedł do środka i przez długi czas nie wychodził stamtąd. Wysiadłam po cichu z mojego Citroena i podeszłam bliżej stodoły. Nie musiałam długo czekać na wyjście chłopaka. Wyszedł razem z bratem i z trzema innymi typkami. Cofnęłam się do tyłu, żeby mnie nie zobaczyli i na moje nieszczęście wdepłam na patyk. Złamał się, a ja zamarłam.
-No, no! Kogo to moje piękne oczy widzą? Nie ładnie tak podsłuchiwać!
-Ja...n-nie podsłuchiwałam!
-To co tutaj robisz w takim razie?! Spacer?!-podszedł do mnie Eric.
-Zgubiłam się-skłamałam.
Chłopak podniósł ręke i spoliczkował mnie.
-Nie kłam, suko! Przyjechałaś za Marciem! Widział Cię-krzyknął.
-Kim wy jesteście? Gangsterami?!
-Teraz będziemy musieli się Ciebie pozbyć, bo zbyt dużo wiesz! Trzeba był trzymać mordę na kłódkę!
Przestraszyłam się. Nagle on cofnął się i dał bratu pistolet. Marc skierował lufę w moją stronę. Nie mogłam nic wyczytać z jego oczu. Strzelił. Upadłam na ziemię. Przed oczami widziałam tylko ciemność. Nie czułam żadnej części mojego ciała. Umarłam.
*Marc*
Po zabiciu Rafaelli udałem się z bratem na "misję'. Mieliśmy pozbyć się jakiegoś biznesmena w średnim wieku. Nic nie znaczył, ale zaszedł Ericowi za skórę, a jak ktoś mu zajdzie za skórę to lepiej, żeby uciekał na inna planetę, bo mojego brata nic nie powstrzyma os wymierzenia kary za popełniony czyn. Gdy uporaliśmy się ze starcem wróciłem do domu i poszedłem wziąć prysznic. Położyłem się do łóżka i od razu zasnąłem.
*Nieznani*
Patrzyliśmy na dom młodej piosenkarki. Śmiała się razem z tą swoją przyjaciółką.
-Ralph?
-Tak?
-Trzeba się pozbyć tej młodej, za dużo miesza w naszym życiu i życiu Bartry, co ty na to?
-Zgadzam się Rafaelu. Za dużo!
Odeszliśmy spod domu Katheriny. Ona jeszcze się nie spodziewa
tego co może się zdarzyć, o nie!
Czytasz=komentujesz! :)
Uwaga!
Przepraszam za długą nieobecność! Nie obiecuje poprawy ;)
środa, 15 kwietnia 2015
sobota, 4 kwietnia 2015
Wesołego Alellluja!
Kochani!
Życzę Wam wesołych, spokojnych świąt wielkanocnych, spędzonych wśród najbliższych. Smacznego jajka, zająca, kury (bądź koguta) i wszystkiego najlepszego co tylko może być. Do siego zobaczenia :D Rozdział się opala na Bahamach i nie zamierza wracać xD Może jakieś komy pod 15 dla zachęty? :) Pa pa :*
Życzę Wam wesołych, spokojnych świąt wielkanocnych, spędzonych wśród najbliższych. Smacznego jajka, zająca, kury (bądź koguta) i wszystkiego najlepszego co tylko może być. Do siego zobaczenia :D Rozdział się opala na Bahamach i nie zamierza wracać xD Może jakieś komy pod 15 dla zachęty? :) Pa pa :*
wtorek, 24 marca 2015
Rozdział 15
Ostrzegam, ze w rozdziale znajduje się scenka +18. Czytacie na własną odpowiedzialność.
------------------------------------------------~----------------------------------------------------------------
------------------------------------------------~----------------------------------------------------------------
Następnego dnia
pojechałam do znajomego fryzjera i poprosiłam go o zrobienie małej
zmiany na mojej głowie. Gdy ujrzałam jego dzieło, nie poznałam
siebie. Zadowolona wróciłam do domu. Miałam zamiar szykować się
na randkę, ale przeszkodził mi mój brat.
-Możemy
porozmawiać?-zapytał.
-Jasne, coś się stało?
-Bo widzisz...Ja się
zakochałem
-Co?-moja szczęka
wylądowała właśnie na podłodze.
Byłam zdziwiona,
ponieważ Fernando nigdy nie był zakochany, on nie zna tego uczucia.
Traktuje dziewczyny jak zabawki.
-Tak, trudno w to
uwierzyć? Zakochałem się! Niestety ona mnie nienawidzi!
-Kim jest ta
wybranka?-spytałam, gdy mój język wrócił na swoje miejsce.
-Pamiętasz może
Michelle?
-Siostra twojej byłej?
-Tak, nienawidzi mnie od
czasu kiedy zerwałem z jej siostrą. Powiedziała, że złamałem
jej serce, a ona jak mnie następnym razem spotka to złamie mi nos.
I to zrobiła
Dopiero teraz zauważyłam,
że Fer krwawi. Poszłam do apteczki i opatrzyłam go.
-Nie wiem co Ci
powiedzieć. Ale jak to się stało, że Fernando Navarro wielki
podrywacz zakochał się w małej, szarej myszce?
-Nie takiej szarej!
Mogłaby zostać bokserką, ma silny cios-zaśmiał się-Już dawno
coś do niej czułem, lecz nie okazywałem tego. Starałem się
zapomnieć
-Nie udało się jak
widać?
-Niestety nie, co mam
zrobić, żeby mi uwierzyła?
-Przeproś ją i Amandę.
Powiedz prawdę, nie warto kłamać-powiedziałam.
-Dziękuje, siostro!
-A po co są
siostry?-przytuliłam brata.
Gdy wyszedł skończyłam
szykować się na randkę z Marciem. Ubrałam czarno-beżową
sukienkę z delikatnymi wycięciami po bokach, a na to katanę i do
tego szpilki. Założyłam złotą bransoletkę na rękę i złoty
naszyjnik, który dostałam ostatnio od Marca. Nie malowałam się
mocno. Pofalowałam lekko włosy i spryskałam lakierem, żeby się
trzymały. Zostało mi jeszcze trochę czasu, więc posprawdzałam
portale społecznościowe i dodałam zdjęcie na Instagrama z
dopiskiem: „Gotowa na randkę z najlepszym chłopakiem na świecie.”
Zadzwonił dzwonek. Poszłam otworzyć. Ujrzałam
najprzystojniejszego mężczyznę na świecie. 'Pomyśleć, że jest
mój'-pomyślałam. Marcowi bardzo pasował ciemno grafitowy garnitur
z czarną koszulą i białą muszką. Pocałowałam go w policzek.
Jednak on miał inne zamiary. Przyciągnął mnie do namiętnego
pocałunku.
-Pięknie
wyglądasz-zamruczał do mojego ucha.
-Dziękuje-zarumieniłam
się.
Otworzył mi drzwi
swojego sportowego BMW, wsiadłam i pojechaliśmy. Nie jechaliśmy
długo i już po chwili byliśmy na miejscu. Bartra zasłonił mi
oczy, chciałam ją zerwać, ale zatrzymała mnie jego ręka.
Pociągnął mnie delikatnie za rękę i poprowadził prosto. Ufałam
mu, więc nie pytałam gdzie idziemy. Szliśmy jeszcze kawałek i
nagle on się zatrzymał. Zdjął mi przepaskę. Zobaczyłam wodę,
piasek i wielkie serce, a w środku wielki napis: „Kocham Cię”.
Zabrał mnie na plażę. Wzruszyłam się widząc to co było
napisane na piasku. Przytuliłam mocno Bartrę i podziękowałam mu
za to.
-A ty mnie
kochasz?-spytał niepewnie.
-Oczywiście, że-zrobiłam
pauzę-Tak!
-A ty zołzo!
Wystraszyłaś mnie-zrobił smutną minkę.
Zaczął mnie gonić po
plaży. Zagonił do wody i rozpoczął wojnę na chlapanie. Po pół
godzinie byliśmy cali mokrzy. Wróciliśmy i położyliśmy się
obok siebie na kocu. Podjadaliśmy przyniesione przez chłopaka
jedzenie. Kilkanaście minut później piłkarz przybliżył się i
pocałował najpierw w czoło, nos, a potem namiętnie w usta. Jego
ręce błądziły po moim ciele, gdy nagle uświadomiłam sobie, że
zapomniałam mu o czymś powiedzieć. Odepchnęłam go delikatnie.
-N-nie chcesz?-zająkał
się.
Widziałam smutek w
oczach Marca. Nie mogłam na to patrzeć.
-Nie, to, że nie chce.
Chcę! Nie wiesz nawet jak bardzo! Ale jest jedna rzecz.. Bo
wiesz...Ja.....
-Nie jesteś dziewicą?
Nie martw się, ja nie jestem prawiczkiem
-Nie o to chodzi.
Zostałam zgwałcona! 5 lat temu
-Przez
kogo?!-krzyknął-zabije go!
-Marc, uspokój się! Nie
znasz!
Chłopak oddychał szybko
i płytko. Nie powiem, że się nie bałam. Uspokoił się. Przytulił
mocno i nie chciał puścić. Rozmyślałam w jego ramionach i
podjęłam decyzję, że chcę to z nim zrobić.
-Marc?-spytałam.
-Tak, kochanie?
-Będziesz się ze mną
kochał?
-Jesteś pewna? Nie chcę
Ciebie do niczego zmuszać!
-Jak nigdy w życiu!
Po tych słowach ujął
moją twarz w swoje ręce i pocałował jeszcze raz, ale tym razem
delikatniej i czulej nić poprzednio. Gładził moje biodra, aż w
końcu jednym pewnym ruchem zerwał ze mnie sukienkę. Zjechał
językiem na moje sutki i powoli zaczął kreślić kółka wokół
nic. Gdy skończył z obiema piersiami zjechał niżej na mój pępek,
wyznaczając po drodze mokry ślad. Nad linią majtek podniósł
wzrok i popatrzył mi w oczy.
-Jesteś gotowa?
-Marc! Błagam, zrób to!
-Okej
Zdjął dolną część
bielizny i z kieszeni spodni wyciągnął zabezpieczenie. Zsunął
biodrówki z bioder i założył na swojego „przyjaciela”
prezerwatywę. Powoli wszedł we mnie i zaczął się poruszać.
Ruszał miarowymi ruchami w przód i w tył. Czułam gorąco
rozchodzące się po całym moim ciele. I nagle wszystko się
skumulowało i doszłam z imieniem Bartry na ustach. On poruszał się
jeszcze trochę i położył się obok. Przykrył nas drugim kocem,
objął ramieniem i wyszeptał, że bardzo mnie kocha. Zasnęłam
szczęśliwa. Rano odwiózł mnie do domu. Poszłam na górę i
włączyłam laptopa. Dostałam dużo emaili od fanów, lecz
przyciągnął mój wzrok tylko jeden. Zatytułowany „Zdrada”
Otworzyłam i
przeczytałam: „Myślisz, że twój chłopaczek jest taki tobie
wierny? Mylisz się! Zdradza Cię na lewo i prawo! Na dowód
zdjęcie” Pod listem było owo zdjęcie. Obściskiwał się na nim
z jakąś lasią. Momentalnie się rozpłakałam. Wyjęłam telefon.
Nagrałam mu się na pocztę głosową:
-Jesteś najgorszym
dupkiem świata! Nienawidzę Cię! Jak mogłeś mi to zrobić po
wspólnie spędzonej nocy? A już wiem! Zabawiłeś się, to teraz
możesz mnie wyrzucić? Jak dziwkę, na bruk? Uwierz mi, że nie! Bo
to ja rzucam Ciebie, żegnam i obym już nigdy nie musiała widzieć
twojej parszywej gęby!
Rozłączyłam się.
Położyłam się i rozpaczałam nad bezmiarem mojej głupoty.
Usnęłam.
![]() | |
| Nowy wygląd włosów Kath |
![]() | ||||
| Strój na randkę |
Przepraszam, że taki krótki i beznadziejny :/ Nie mam ostatnio weny i mam kilka problemów rodzinnych i dlatego jest tak późno. Mam nadzieję, że mnie nie zabijecie za ten rozdział xD
Czytasz=komentujesz :)
niedziela, 8 marca 2015
Rozdział 14
-Witaj, stęskniłaś się za mną?-powiedział
swoim niskim głosem koszmar mojego życia.
-Oliver, co ty tu robisz? Skąd masz
klucze?-zapytałam.
-Stoję, nie widać? A stąd, że to mieszkanie
kiedyś należało do mnie, dopóki ty się tu nie wprowadziłaś! Stefano kupił je, a
ja musiałem się wyprowadzić
A to dlatego, Stefek milczał kiedy pytałam go,
skąd wziął ten dom. Teraz wszystko rozumiem. Oliver był mojego byłego chłopaka
przyjacielem. Oboje są muzykami. Jeszcze dziś mam na sobie ślady okrutnego
potraktowania przez moich "przyjaciół".
*Retrospekcja*
Było ciepłe, wiosenne popołudnie, gdy młoda
Katherina Navarro wracała od swojej najlepszej przyjaciółki. Postanowiła
wstąpić po drodze do swojego chłopaka Andy’ego. Weszła do małej kawalerki w
środku miasta. Zastała tam jej chłopaka w dość dwuznacznej sytuacji. Krzyknęła
zaskoczona. On zszedł z tej laski i podszedł do Kath. Cofnęła się do tyłu. W
oczach chłopaka zobaczyła coś co ją przestraszyło. Ujął jej twarz w swoje ręce
i powiedział;
-Wiesz, było fajnie, ale już się znudziłem, do
widzenia
-Co?! Byłam zabawką?!
-Nie, zauważyłaś? Aaa już rozumiem-zaśmiał się
złośliwie-Ty mnie kochasz. Sorry, skarbie, ale ja Ciebie nie
-Ty szujo! Dupek!-uderzyła go w brodę.
Podniósł wzrok, a ona uciekła pod ścianę. W
jego spojrzeniu była furia, szał. Szybkim krokiem dotarł do niej i oddał cios.
Upadła, mgła zasłoniła oczy Katheriny. Podniosła się z ziemi i nie patrząc na
Blacka wyszła. A raczej wybiegła. Nie mogła uwierzyć w to co się przed chwilą
wydarzyło. Jej chłopak okazał się damskim bokserem. Biegła do swojego
najlepszego przyjaciela, Olivera. Zapukała do drzwi.
-Kto tam?-wybełkotał jakiś głos.
-To ja, jest Oliver?
-Kath? Tu Oliver-otworzył drzwi i wpuścił ją
do środka.
Zataczał się i było widać, że jest pijany.
Ledwo doszedł do salonu. Rzucił się na kanapę.
-Więc, co cię sprowadza w jakże skromne progi
mojego domu?
Opowiedziała mu całą historię. Tylko pokiwał
głową i spojrzał na nią.
-Spodziewałem się tego
-Jak to się spodziewałeś?-zapytała.
-Powiedział mi, że chce się zabawić twoim
kosztem
-I nic mi o tym nie powiedziałeś?!-krzyknęła.
-Widziałem, że go kochasz, choć nie powinnaś!
Nie chciałem, żebyś cierpiała!
-A teraz to co? Śmieję się?!
-Nie, ale spodziewałem się, że to zajdzie tak
daleko, Miałem nadzieję, że się opamiętasz i zrozumiesz, kto Cię naprawdę kocha!
-Co przez to
rozumiesz?
Wstał i podszedł
do Katheriny. Przycisnął do ściany i mocno pocałował. Była zaskoczona i nie
oddawała pocałunków. Starała się go odepchnąć, ale był silniejszy. Zaczął się
do niej dobierać. Krzyczała, lecz nikt nie przychodził lub nie chciał przyjść. Najlepszy
przyjaciel Kath po prostu ją zgwałcił i wyrzucił z domu. Po tym zdarzeniu
wyprowadziła się i już nigdy nie wróciła do Londynu.
*Koniec
retrospekcji*
A teraz stał
przede mną i patrzył mi w oczy. Nagle ogarnęła mnie wściekłość. Podeszłam do
niego i przywaliłam mu w twarz.
-Masz szczęście,
że poroniłam, bo na świecie i tak jest dużo sukinsynów!-syknęłam.
-O czym ty
mówisz?! Jak poroniłaś?
-Normalnie,
byłam w ciąży! Z tobą-krzyknęłam.
Nic nie
odpowiedział. Tylko się cofnął do tyłu. Podejrzewam, że go zaszokowałam. Nie
dziwię się. Sama byłam zaskoczona, gdy dowiedziałam się o dziecku. Płakałam,
gdy poroniłam, ze szczęścia. Usiadłam na kanapie i schowałam twarz w ręce. Nie
usiłowałam zatrzymywać łez. Po chwili usłyszałam tylko ciche:
-Przepraszam,
przykro mi
I ciche kroki w
stronę drzwi. Rozpłakałam się jeszcze bardziej. Do pokoju wszedł mój brat. Musiał
wracać z siłowni, bo był w dresach i bez koszulki. Widząc stan w jakim się
znajdowałam, nie pytał się o co chodzi, lecz podszedł i mocno mnie przytulił.
Czasem warto mieć brata, naprawdę.
-Zamierzasz
powiedzieć mi co się stało?-zapytał.
Nie miałam
ochoty na opowiadanie tego jeszcze raz, ale musiałam. Doskonale wiedziałam jak
zareaguję Fernando. Już chciał biec i szukać Olivera, ale go zatrzymałam.
-On już odszedł,
a wraz z nim przeszłość, nie zamierzam do tego wracać, ok?-przytuliłam się do
niego.
-Kocham Cię
-Ja Ciebie też
braciszku!
Niestety Fer
musiał iść do nowej pracy. Zostałam się sama ze swoimi myślami, które ciągle
krążyły wokół Sykes’a. Nie mogłam uwierzyć, że po tylu latach przyjechał, aż do
Barcelony. Po co? Chce mnie dręczyć? Udało mu się. Dobra, muszę napisać
piosenkę. Poszłam do pokoju i usiadłam przy biurku, gdzie stoi laptop. Zaczęłam
pisać. Spisywałam uczucia targające mną przez te kilka dni. Po kilku godzinach
skończyłam. Myślę, że mi nawet dobrze poszło. Wysłałam ją mailem do Stefano.
Odpisał niemal od razu.
-No, no kolejny
hit do kolekcji! Cieszę się bardzo, że wena Ci wróciła i nie piszesz ciągle o tym
samym, widzimy się w sobotę, co nie?
-A co jest w
sobotę?
-Nie mówiłem? Koncert
z okazji otwarcia nowej galerii i właściciel zaprosił Cię na to otwarcie i
prosił, żebyś coś zaśpiewała!
-To się widzimy,
zgadamy się później,ok? Pa
-Do zobaczenia
Usłyszałam
dzwonek do drzwi. Otworzyłam i nie zobaczyłam nic, spojrzałam w dół i zaniemówiłam. Stał przede mną ogromny bukiet róż.
Była tam karteczka: „Witaj, moja piękna Katherino. Ten bukiet jest tak piękny
jak ty! Mam nadzieję, że Ci się spodoba i dasz się zaprosić na kolację? Twój,
Marc” Jaki on jest kochany! Odpisałam mu, że mi się podoba i zgadzam się pójść
z nim na randkę. Napisał, że przyjedzie po mnie jutro o 17.
Mimo, że była
dopiero godzina 19:30 poszłam się wykąpać i położyłam się do łóżka, ponieważ
byłam strasznie zmęczona całym tym dniem. Zasnęłam jak tylko przyłożyłam głowę
do poduszki.
![]() |
| Andy Black |
Przepraszam Was, że przez prawie 2 tygodnie nie było rozdziału i mam nadzieję, że mi wybaczycie. Następny pojawi się nie wiem kiedy, ponieważ opuściła mnie wena i nie chce wrócić. Ten rozdział jest niewypałem, przepraszam!
Czytasz=komentujesz!
sobota, 21 lutego 2015
Pytanie
Cześć, nie przychodzę z rozdziałem, lecz z pytaniem. Mam prolog i rozdział 1 do nowego opowiadania (tym razem o Lionelu Messim lub kimś innym-wyjdzie w praniu-) Czy jakbym zaczęła nowego bloga i nowe opo, to czy ktoś by czytał i czy warto zakładać? Bo widzicie jak to jest z weną, a jeszcze mam stronę z one shotami (na którą serdecznie zapraszam-link gdzieś tam jest-) i tego bloga i byłoby opóźnienie z pisaniem i wstawianiem rozdziałów i shotów. Chcecie, żebym go rozpoczęła teraz prowadzić, czy po zakończeniu tego opowiadania?
Naprawdę proszę o odpowiedź :) Każdy kto widzi ten post, niech komentuje, błagam xD
To bardzo ważne!
Papa :*
Naprawdę proszę o odpowiedź :) Każdy kto widzi ten post, niech komentuje, błagam xD
To bardzo ważne!
Papa :*
czwartek, 19 lutego 2015
Rozdział 13
Po zjedzonym śniadaniu razem z Marciem pojechałam do mojego domu. Usiedliśmy na kanapie i oglądaliśmy jakieś reality show. Strasznie głupie i nudne. Znudziło nam się to i postanowiliśmy zająć się czymś innym, bardziej ciekawszym. Ręce Marca już chciały ściągnąć moją koszulkę, gdy nagle do domu wpadł, nie kto inny jak... Stefano. Przysięgam zabije go kiedyś!
-Cześć wszystkim! Jak widzę w czymś przeszkodziłem-zaśmiał się.
-Yhym-burknęłam-Co Cię sprowadza w moje skromne progi?
-Dzisiaj gala, nie pamiętasz? O 12 przyjdą do Ciebie stylistka i kosmetyczki. Gala zaczyna się o 17, bo zmienili godzinę. Ja lecę, do zobaczenia
-Do zoba...-nie zdążyłam dokończyć, bo tak jak szybko się pojawił, tak szybko zniknął.
Niestety nie zdążyliśmy dokończyć, tego co zaczęliśmy. Zaraz po Stefku przyszła stylistka. Czarnowłosa, w sukience od Gucciego. I do tego wciąż wlepiała wzrok w Marca. Nienawidzę jej. 'Kath, robisz się zazdrosna'-pomyślała. Razem z tą dziewczyną wybrała, długą suknie w kolorze czarnym i złote dodatki. Przyjechała do mnie pani Manuela. Umalowała i uczesała mi włosy. Dochodziła godzina 16:30. Poprosiłam mojego chłopaka o ubranie garnituru, wiszącego w szafie. Posłusznie go ubrał. Ja wciągnęłam na siebie sukienkę i założyłam szpilki na 10 centymetrowym obcasie.
-Jak ty możesz w tym chodzić?!-spytał Marc.
-Widzisz kochanie-powiedziałam głośno-kobiety mają do tego dar
-Niebiański, chyba-zaśmiał się.
Obok nas przeszła ta cizia, farbowana pewnie. Otarła się o Bartre. Fuknęłam na nią. Już chciałam jej pokazać, gdzie ma trzymać łapy, ale musieliśmy wychodzić. Podczas otwierania drzwi do limuzyny chłopak zapytał:
-Czyżby mój skarb był zazdrosny?
-Co ja? Nie, skąd! O nią? Proszę cię-wyśmiałam go-przecież nie zdradziłbyś mnie z tą tlenioną na czarno blondynką, prawda?-zapytałam niepewnie.
-Skądże, przecież Cię kocham misiaczku-pocałował mnie w policzek.
-Ja Ciebie też-oddałam pocałunek.
Dojechaliśmy do auli opery, w której odbywała się gala. Na czerwonym dywanie ustawiliśmy się do kliku zdjęć. Potem musiałam iść do garderoby, wybrać sukienkę na występ. Bartra poszedł ze mną. Wybrałam, a raczej on wybrał piękną suknię. Poszliśmy zająć nasze miejsca. Prezenter rozpoczął przemowę. Impreza minęła w bardzo miłej atmosferze. Wygrałam 2 statuetki: Za najlepszy album roku i najlepszą piosenkę soundtrackową. Zaśpiewałam "The heart wants what it wants". Po zaśpiewaniu wróciłam do domu. Razem z Marciem, który chciał zostać na noc. Pooglądaliśmy jakiś film. Piłkarz cały czas szeptał mi do ucha czułe słówka. On jest wspaniały, czyż nie?
Następnego dnia rano nie zastałam go w łóżku. Przeczytałam liścik: "Jestem na treningu, widzimy się na meczu :) Pamiętaj, że Cię kocham. Twój na zawsze Marc"
Uśmiechnęłam się. Zrobiłam sobie śniadanie i poszłam do pokoju. Jak to ja oczywiście zasnęłam. Obudziłam się o 17. 'O, cholera! Za godzinę mecz!"-pomyślałam. Jak poparzona pobiegłam do łazienki i szybko się wykąpałam. Ubrałam wcześniej naszykowany zestaw, czyli koszulkę Bartry i granatowe rurki. Pomalowałam się delikatnie i ubrałam moje air maxy. Wsiadłam do auta. Pojechałam na stadion. Weszłam dzięki przepustce. Usiadłam na miejscu Vip. Barcelona gra z Realem Madryt. W 10 minucie gola strzela dla przeciwników Blaugrany strzelił Ronaldo. Ludzie za mną zaczęli buczeć. Następne kilka minut było nudne jak odcinki "Mody na sukces". Zaczęło się dziać dopiero w 40 minucie. Kilka wydarzeń zadecydowało o remisie: Faul na Messim, rzut wolny i jak zwykle perfekcyjny strzał w wykonaniu Argentyńczyka. Druga połowa była już ostrzejsza. Bale sfaulował Marca. Miałam ochotę wyjść i zakopać mu w przyrodzenie. Na szczęście moje mordercze instynkty zostały powstrzymane, bo bym tam pół Realu powybijała. Mój kochany piłkarzyna strzelił gola i zadedykował go mnie. Bardzo się wzruszyłam. Mecz zakończył się wynikiem 4-2 dla FCB. Pożegnałam się z chłopakiem i życzyłam mu miłej zabawy po wygranej. Wróciłam do mieszkania. Jak tylko weszłam to poczułam i usłyszałam, że ktoś jest w kuchni. Wzięłam pobliską doniczkę z Nasturcjami (pamiętajcie doniczki najlepszym sposobem na włamywaczy!) i udałam się w kierunku pomieszczenia. Gdy zobaczyłam, kto tam stoi od razu wypuściłam ją z rąk.
-Witaj, stęskniłaś się za mną?-powiedział swoim niskim głosem koszmar mojego życia.
![]() | ||
| suknia Katheriny |
4 komentarze=Nowy rozdział
sobota, 7 lutego 2015
Rozdział 12
Na tarasie stał nasz ojciec i z widocznym zainteresowaniem patrzył się na mnie.
-Co ty tutaj robisz?! Nie wystarczy ci, że przez ciebie Fernando wylądował w szpitalu?-krzyknęłam na niego.
-Przyszedłem odwiedzić moją córeczkę, a co nie mogę?
-Nagle zacząłeś się nami interesować?! Po 8 latach wychowywania się bez ojca i matki?
-Zawsze się wami interesowałem-prychnął-to ty nie odbierałaś telefonu, a Fer nie odpisywał na meile.
Weszliśmy do domu. Usiedliśmy w salonie. Popatrzyłam się na Samuela. Nic się nie zmienił. Te same brązowe oczy i brązowe włosy. Tato jest barczystym mężczyzną. Wzrost ojca odziedziczył Fernando. Ja poszłam w stronę matki. Tylko oczy mam po ojcu.
-Koniec tych uprzejmości-oznajmiłam-Mów prawdę!
-Jaką prawdę?
-Kto zabił matkę? Wiem, że nie zginęła w wypadku!
-Powiedział Ci?
-Tak
-Dobra, więc zacznę od początku. Twoja mama i ja w czasach kiedy ty byłaś mała często się kłóciliśmy. Nie było dnia bez kłótni. Miałaś 12 lat. Pokłóciliśmy się o jakąś głupią rzecz. Ty byłaś u koleżanki. Popchnąłem Julie i upadła. Uderzyła głową o kant stołu. Zawiozłem ją do szpitala, a tobie powiedziałem, że mama zginęła w wypadku samochodowym-skończył i czekał na moją reakcję.
Siedziałam zastygła w szoku. Nie mogłam uwierzyć w to co powiedział. Po chwili jednak zrozumiałam.
-Zabiłeś ją! Jesteś mordercą!
-Nie, to był wypadek. Mówiłem przecież!
-Gdybyś jej nie popchnął, to by nie się nie uderzyła! A teraz proszę opuść ten dom i więcej tutaj nie wracaj. Nie chcę Cię więcej widzieć na oczy!
-Kath...
-Wynocha!-wrzasnęłam.
Wstał, ostatni raz na mnie spojrzał i wyszedł. Opadłam na podłogę. Szlochałam. Do mieszkania wpadła Izzy. Zobaczyła jak leżę na podłodze.
-Co się stało? Widziałam Samuela
-On ją zabił! On zabił mamę-powtarzałam jak mantrę.
-Wiem, kochanie, wiem!-przytuliła mnie.
Siedzieliśmy tam, aż do późnych godzin nocnych. W końcu zmorzył nas sen i poszłyśmy do pokoi spać. Następnego dnia pojechałam do szpitala. Poszłam do Fera. Bez słowa się do niego przytuliłam.
-Jak on mógł!
-Widziałem tą kłótnię, ale nie chciałem Ci nic mówić, przepraszam
-Nie przepraszaj, to nie twoja wina
Niestety Fer jechał na badania i musiałam wyjść. Wróciłam do domu. Czekał tam Stefano.
-Cześć Katherino!
-Hej, Stefek!-zaśmiałam się widząc jego reakcję.
-Prosiłem Cię, żebyś tak do mnie nie mówiła. Wracając do rzeczy, sesja wyszła wspaniale! Jutro już wszędzie będą wasze zdjęcia. Na bilboardach, w gazetach!
-To świetnie, coś jeszcze?
-Tak, jutro jest gala. Masz się tam stawić z partnerem. Masz chłopaka, no nie?
-Tak
-To dobrze
Pożegnał się i poszedł. Postanowiłam poczytać książkę. Przy czytaniu zasnęłam.
*Marc*
Wyszedłem ze szpitala w środę. Wróciłem do swojej willi i wziąłem porządny prysznic. Po kąpieli zszedłem do salonu. Czekał tam Eric.
-Siema, brachu!
-Siema-odpowiedział.
-Co ty jakiś takiś nie w sosie?
-Musimy im powiedzieć! Ja nie mogę jej tak dłużej okłamywać!
-O czym ty gadasz?!
-Powiedz prawdę Kath! A ja powiem Isabelle
-Porąbało Cię?
-Nie, ale kochasz ją, no nie? Ja kocham Iz i nie chcę jej okłamywać!
-Kocham, ale one znienawidzą nas! Lepiej im nic nie mówić
-Wolisz, żeby same się dowiedziały?-spytał.
-Nie, ale powiemy im, ok?
-Kiedy?
-W swoim czasie, w swoim czasie
Gdy Eric wyszedł zadzwoniłem do Katheriny.
-Tak-odezwała się zaspanym głosem.
-Cześć, misiu!
-Hej, kochanie! Co tam?
-Wyszedłem ze szpitala
-To świetnie
-Wiem, ale mam propozycję dla Ciebie
-A ja mam dla Ciebie-zaśmiała się.
-Jaką?-odezwaliśmy się wspólnie.
-Poszłabyś na mecz w niedziele?
-Poszedłbyś ze mną na gale?
-Tak, przyjdę-odpowiedziała.
-Kiedy ta gala?
-W sobotę
-To pójdę
-Dziękuje,ale muszę iść, bo ktoś dzwoni do drzwi, kocham Cię
-Ja Ciebie też
Rozłączyłem się i poszedłem do pokoju. Położyłem się spać. Rozmyślałem jak powiedzieć Kath prawde.
*Kath*
Ktoś zadzwonił do drzwi. Skończyłam rozmawiać z Marciem. Otworzyłam i zauważyłam, że tam nikogo nie było. Zauważyłam karteczkę.
'Myślisz, że policja mnie powstrzyma?"
Zamarłam. Zadzwoniłam do komisarza.
-Spokojnie, została złapana. Uciekała spod pani domu i policjantom patrolującym pani dom udało się ją złapać
-Mogę poznać tożsamość?
-Melissa Jimenez, do widzenia
-Do widzenia
Co ode mnie chciała była Marca? Wpisałam w google jej imię. To ta dziewczyna, której przywaliłam. No i teraz wszystko jasne. Nie mogłam spać tej nocy, więc zadzwoniłam po taksówkę, bo wolę nie prowadzić nocą samochodu. Jeszcze bym jakiegoś kota potrąciła i co, by było?
Pojechałam do domu Bartry. Weszłam do środka, ponieważ miałam klucze. Poszłam do jego pokoju. Wlazłam mu pod kołdrę i przytuliłam się do jego pleców. Obudził się, ale mnie rozpoznał i jeszcze mocniej mnie przytulił. W ramionach chłopaka szybko udało mi się usnąć.
Przepraszam, że tak późno dodałam :/ Nie mam ochoty na życie, a co dopiero na pisanie rozdziałów :P Następny pojawi się nie wiem kiedy, więc proszę o cierpliwość.
-Co ty tutaj robisz?! Nie wystarczy ci, że przez ciebie Fernando wylądował w szpitalu?-krzyknęłam na niego.
-Przyszedłem odwiedzić moją córeczkę, a co nie mogę?
-Nagle zacząłeś się nami interesować?! Po 8 latach wychowywania się bez ojca i matki?
-Zawsze się wami interesowałem-prychnął-to ty nie odbierałaś telefonu, a Fer nie odpisywał na meile.
Weszliśmy do domu. Usiedliśmy w salonie. Popatrzyłam się na Samuela. Nic się nie zmienił. Te same brązowe oczy i brązowe włosy. Tato jest barczystym mężczyzną. Wzrost ojca odziedziczył Fernando. Ja poszłam w stronę matki. Tylko oczy mam po ojcu.
-Koniec tych uprzejmości-oznajmiłam-Mów prawdę!
-Jaką prawdę?
-Kto zabił matkę? Wiem, że nie zginęła w wypadku!
-Powiedział Ci?
-Tak
-Dobra, więc zacznę od początku. Twoja mama i ja w czasach kiedy ty byłaś mała często się kłóciliśmy. Nie było dnia bez kłótni. Miałaś 12 lat. Pokłóciliśmy się o jakąś głupią rzecz. Ty byłaś u koleżanki. Popchnąłem Julie i upadła. Uderzyła głową o kant stołu. Zawiozłem ją do szpitala, a tobie powiedziałem, że mama zginęła w wypadku samochodowym-skończył i czekał na moją reakcję.
Siedziałam zastygła w szoku. Nie mogłam uwierzyć w to co powiedział. Po chwili jednak zrozumiałam.
-Zabiłeś ją! Jesteś mordercą!
-Nie, to był wypadek. Mówiłem przecież!
-Gdybyś jej nie popchnął, to by nie się nie uderzyła! A teraz proszę opuść ten dom i więcej tutaj nie wracaj. Nie chcę Cię więcej widzieć na oczy!
-Kath...
-Wynocha!-wrzasnęłam.
Wstał, ostatni raz na mnie spojrzał i wyszedł. Opadłam na podłogę. Szlochałam. Do mieszkania wpadła Izzy. Zobaczyła jak leżę na podłodze.
-Co się stało? Widziałam Samuela
-On ją zabił! On zabił mamę-powtarzałam jak mantrę.
-Wiem, kochanie, wiem!-przytuliła mnie.
Siedzieliśmy tam, aż do późnych godzin nocnych. W końcu zmorzył nas sen i poszłyśmy do pokoi spać. Następnego dnia pojechałam do szpitala. Poszłam do Fera. Bez słowa się do niego przytuliłam.
-Jak on mógł!
-Widziałem tą kłótnię, ale nie chciałem Ci nic mówić, przepraszam
-Nie przepraszaj, to nie twoja wina
Niestety Fer jechał na badania i musiałam wyjść. Wróciłam do domu. Czekał tam Stefano.
-Cześć Katherino!
-Hej, Stefek!-zaśmiałam się widząc jego reakcję.
-Prosiłem Cię, żebyś tak do mnie nie mówiła. Wracając do rzeczy, sesja wyszła wspaniale! Jutro już wszędzie będą wasze zdjęcia. Na bilboardach, w gazetach!
-To świetnie, coś jeszcze?
-Tak, jutro jest gala. Masz się tam stawić z partnerem. Masz chłopaka, no nie?
-Tak
-To dobrze
Pożegnał się i poszedł. Postanowiłam poczytać książkę. Przy czytaniu zasnęłam.
*Marc*
Wyszedłem ze szpitala w środę. Wróciłem do swojej willi i wziąłem porządny prysznic. Po kąpieli zszedłem do salonu. Czekał tam Eric.
-Siema, brachu!
-Siema-odpowiedział.
-Co ty jakiś takiś nie w sosie?
-Musimy im powiedzieć! Ja nie mogę jej tak dłużej okłamywać!
-O czym ty gadasz?!
-Powiedz prawdę Kath! A ja powiem Isabelle
-Porąbało Cię?
-Nie, ale kochasz ją, no nie? Ja kocham Iz i nie chcę jej okłamywać!
-Kocham, ale one znienawidzą nas! Lepiej im nic nie mówić
-Wolisz, żeby same się dowiedziały?-spytał.
-Nie, ale powiemy im, ok?
-Kiedy?
-W swoim czasie, w swoim czasie
Gdy Eric wyszedł zadzwoniłem do Katheriny.
-Tak-odezwała się zaspanym głosem.
-Cześć, misiu!
-Hej, kochanie! Co tam?
-Wyszedłem ze szpitala
-To świetnie
-Wiem, ale mam propozycję dla Ciebie
-A ja mam dla Ciebie-zaśmiała się.
-Jaką?-odezwaliśmy się wspólnie.
-Poszłabyś na mecz w niedziele?
-Poszedłbyś ze mną na gale?
-Tak, przyjdę-odpowiedziała.
-Kiedy ta gala?
-W sobotę
-To pójdę
-Dziękuje,ale muszę iść, bo ktoś dzwoni do drzwi, kocham Cię
-Ja Ciebie też
Rozłączyłem się i poszedłem do pokoju. Położyłem się spać. Rozmyślałem jak powiedzieć Kath prawde.
*Kath*
Ktoś zadzwonił do drzwi. Skończyłam rozmawiać z Marciem. Otworzyłam i zauważyłam, że tam nikogo nie było. Zauważyłam karteczkę.
'Myślisz, że policja mnie powstrzyma?"
Zamarłam. Zadzwoniłam do komisarza.
-Spokojnie, została złapana. Uciekała spod pani domu i policjantom patrolującym pani dom udało się ją złapać
-Mogę poznać tożsamość?
-Melissa Jimenez, do widzenia
-Do widzenia
Co ode mnie chciała była Marca? Wpisałam w google jej imię. To ta dziewczyna, której przywaliłam. No i teraz wszystko jasne. Nie mogłam spać tej nocy, więc zadzwoniłam po taksówkę, bo wolę nie prowadzić nocą samochodu. Jeszcze bym jakiegoś kota potrąciła i co, by było?
Pojechałam do domu Bartry. Weszłam do środka, ponieważ miałam klucze. Poszłam do jego pokoju. Wlazłam mu pod kołdrę i przytuliłam się do jego pleców. Obudził się, ale mnie rozpoznał i jeszcze mocniej mnie przytulił. W ramionach chłopaka szybko udało mi się usnąć.
![]() |
| Kath |
Przepraszam, że tak późno dodałam :/ Nie mam ochoty na życie, a co dopiero na pisanie rozdziałów :P Następny pojawi się nie wiem kiedy, więc proszę o cierpliwość.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Dziękuje za każdy pojawiający się komentarz! Dają bardzo dużo motywacji do napisania rozdziału dla Was ♥







